Czy święty mikołaj istnieje naprawdę?

Już za tydzień z kawałkiem zaczną się upragnione Święta Bożego Narodzenia. 
To święta tak głęboko zakorzenione w naszej kulturze, że nawet ci z nas, którzy z Bogiem i kościołem nie chcą mieć nic wspólnego jako zatwardziali ateiści celebrują je w swoich domach. 
To w końcu poza religijnym, pięknym i ważnym obrzędem, także czas pojednania, rodzinnych spotkań, zatrzymania się i oderwania na chwilę od zgiełku codzienności. Dla wielu, zwłaszcza tych najmłodszych to także czas prezentów!

A gdy o prezentach mowa, od razu na myśl nasuwa nam się grubiutki, sympatyczny staruszek, paradoksalnie o świetnej kondycji fizycznej, przynoszący prezenty przez komin czy okno – święty mikołaj.


I o nim własnie będzie ten post! Pierwsza część to kompendium wiedzy - skąd się wzięła "wiara" w świętego mikołaja i jak ewoluowała, druga natomiast - to co najlepsze, czyli jak mikołaj wygląda w naszym domu, a raczej jak nie wygląda 😉 i dlaczego. 

Skąd wziął się mit świętego mikołaja i dlaczego urósł do tak horrendalnych rozmiarów?


Święty Mikołaj to biskup, który istniał naprawdę – o czym przeważająca część z Was wie. Był on biskupem Miry, słynącym z hojności, który to rozdawał swój majątek potrzebującym.
Istnieje wiele legend, za sprawą, których kult świętego umacniał się na przestrzeni lat. 

Najpopularniejszą jest najprawdopodobniej historia o trzech córkach, które to chciwy ojciec po utracie majątku, zamierzał sprzedać do domu publicznego.
Mikołaj, który wówczas jeszcze nie miał  być biskupem, pod osłoną nocy podrzucił rodzinie sakwę z pieniędzmi, ratując dziewczyny przed okrutnym losem.
Historię tę można odczytać w wielu publikacjach, w najróżniejszych wariantach.
Równie popularna jest opowieść o zbożu, które w czasach wielkiego głodu miało posilić mieszkańców Miry. Kapitan statku, który płynął do Konstantynopola miał we śnie zobaczyć Mikołaja, który nakłonił go do zrobienia  przystanku w porcie w Andriake. Wyładowane ze statku zboże uratowało mieszkańców, jednak gdy załoga dopłynęła do celu okazało się, że ładunek jest nienaruszony.


W zagranicznych pismach możemy napotkać także legendę o wskrzeszeniu trzech chłopców, którzy to zostali zamordowani w gospodzie, w której miał pojawić się Mikołaj. To prawdopodobnie ona właśnie sprawiła, że został on patronem dzieci.

Święto Mikołaja przeżywamy 6 grudnia, w dzień śmierci Mikołaja z Miry.
Wówczas znajdujemy w skarpetach czy butach (a nawet pod poduszkami) drobne podarunki, wspominając tym samym dobroć i hojność świętego.
Zaskakujące to o tyle, że zewsząd słyszałam bowiem, że to właśnie mikołajki są komercyjnym, amerykańskim zwyczajem, niemającym nic wspólnego z świętami i chrześcijaństwem.


Skąd więc wziął się św. Mikołaj w Boże Narodzenie? Tu także doszukałam się przynajmniej dwóch wyjaśnień.
Pierwsze z nich to także to, które możecie przeczytać w polskiej Wikipedii. Odpowiadać za ten fakt mają różnice między kalendarzem gregoriańskim a kalendarzem juliańskim, w wyniku czego dzień św. Mikołaja w starym stylu wypadał blisko Bożego Narodzenia w nowym stylu. To miało sprawić, że prezenty zamiast mikołaja będzie przynosiło Dzieciątko Jezus.
Jak wiemy tradycja ta zupełnie się nie przyjęła.
 Drugą możliwość przedstawia natomiast Gerry Bowler w „Santa Claus: A Biography” . Według niej po reformacji protestanckiej, święci tacy jak Mikołaj wypadli z łask w całej północnej części Europy. Mimo tego zwyczaj obdarowywania się prezentami pozostał, a prezenty te ktoś musiał przynosić – tak tradycja ta znów miała przejść na Dzieciątko Jezus.
Jako że najwyraźniej ludzkość nie chciała otrzymywać materialnych prezentów od Syna Bożego z biegiem czasu grubaśny staruszek, przeciskający się przez komin zaczął przynosić nam prezenty także w Boże Narodzenie.


Współczesny święty mikołaj


Dzisiejszy Mikołaj swoją obecną postać zawdzięcza Thomasowi Nast, który najprawdopodobniej jako pierwszy przedstawił świętego z charakterystyczną dla niego czapką zamiast infuły.


Obecny wizerunek świętego mikołaja zafundował nam natomiast koncern, bez którego święta nie mogą się odbyć 😁 A przynajmniej nie w telewizji! Coca – Cola!
To właśnie oni spopularyzowali czerwone ubranko mikołaja, za sprawą reklamy, skrojonej dla koncernu przez Frea Mizena. Rok później nowy wizerunek mikołaja stworzył dla Coca – Coli Haddon Sundblom i ten został z nami do dziś.


Wioska świętego mikołaja


Nie wiem czy masz świadomość, że mit ten tak bardzo spodobał się na całym świecie, że stworzono nawet „prawdziwą siedzibę” świętego mikołaja.
W moim odczuciu jasne jest, że wyłącznie dla celów komercyjnych – w końcu jeśli coś może zarabiać to jak można tego nie wykorzystać. A mikołaj jak wiecie sprzedaje rewelacyjnie.
To chyba właśnie przez niego wariujemy na święta, a nasze konta pokazują liczby ujemne.

Tak czy owak, mniej lub bardziej prawdziwy mikołaj mieszka w Finlandii około 8 km od Rovaniemi, a dokładnie pod adresem: JOULUMAANTIE 1, 96930 ARCTIC CIRCLE, ROVANIEMI, FINLAND.

To właśnie pod ten adres możecie wysłać z dzieckiem list do świętego mikołaja. Ale nie tylko pod ten. Ku mojemu zdziwieniu możecie znaleźć jeszcze dwie inne siedziby "świętego" – w Norwegii i Kanadzie.
Jeśli zatem będziecie kiedyś w pobliżu, możecie przeżyć gwiazdkowe szaleństwo o każdej porze roku, jednocześnie zdając sobie sprawę z jakiego nierzeczywistego powodu ludzie z całego świata opróżniają tam swoje portfele i konta 😋

Dlaczego nasze dzieci nie wierzą w mikołaja?


A teraz najważniejsza część tego postu. Nie chciałam żebyście byli zniesmaczeni tym wyznaniem, dodałam Wam, więc sporo informacji powyżej, za sprawą których liczę, że pochylicie się nad naszym poglądem zanim go całkowicie skrytykujecie.😁 
Gdzieś w głębi serca wierzę jednak, że są wśród Was również ci, którzy po cichu krzykną „nareszcie ktoś to powiedział na głos” - choć pewnie są w mniejszości. Nie szkodzi. Do rzeczy!

Decyzja o tym, że nie będziemy ściemniać naszych dzieci w tak błahych sprawach jak święty mikołaj (a staramy się nie robić tego w żadnej kwestii) podjęliśmy jeszcze zanim Hania się urodziła. Nigdy żadne z nas nie rozumiało tej walki o zatajenie przed dzieckiem faktu, że MIKOŁAJ NIE ISTNIEJE.

Czy to nie może być fajna historia? Forma zabawy? Noszenia fajnych, sympatycznych czerwonych czapek z pomponami? Ot, tak – bo są urocze? 
Czy mikołaj w centrum handlowym nie może być po prostu atrakcją, tak jak Kubuś Puchatek czy Koziołek Matołek przechadzający się po Krupówkach? 
Dzieci je kochają mimo że żadnemu nigdy nie przyjdzie do głowy, że istnieją naprawdę. A już na pewno nie przyjdzie do głowy żadnemu rodzicowi przekonywanie ich do tego. W końcu byłoby to głupiutkie, nieprawdaż?

Wielu znanych mi ateistów wyśmiewa jakąkolwiek religię jako wiarę w coś nierzeczywistego, nielogicznego … głupiego...

Jednocześnie nie mając najmniejszego kłopotu w przekonywaniu dziecka, że tak – podchodzący pod setkę, otyły dziadek, bryka między kominami na całym świecie, nie tylko dając radę się przez nie przedostać razem z workiem prezentów, ale co najważniejsze robiąc to w ciągu jednej nocy!

Znów ze strony wyznawców jakiejkolwiek religii wiara w mikołaja w tej komercyjnej wersji kominowej jest zwykłym pogaństwem, do niczego niepotrzebnym.

Zostawmy wiarę. Nie to jest główną przyczyną MÓWIENIA PRAWDY w naszym domu.

⓵ Pierwszym powodem jest to, co stałym bywalcom bloga od razu nasuwa się na myśl – umiłowanie faktów! Kochamy otaczać dzieci faktami.
Nie zdrabniamy infantylnie wyrazów, nie unikamy trudnych słów w naszych rozmowach, nie mówimy „hau hau” nazywając zamiast tego psa, nazwą jego rasy i nie ściemniamy, że grubasek wchodzi przez komin do naszego mieszkania.

⓶ Druga sprawa – NIE MAMY KOMINA!
Mieszkamy w bloku na drugim piętrze i nie wiem w jaki racjonalny sposób miałabym wytłumaczyć, że starszy pan dał radę zakraść się bezszelestnie do naszego mieszkania, podłożyć prezenty i wyjść równie bezszelestnie.
Ja wiem, rodzice na całym świecie wymyślają najróżniejsze i najbardziej absurdalne historie, by wytłumaczyć to nawet tym dzieciom, które są już w wieku, w którym nie zamierzają tejże ściemy kupować.
Rodzicom chyba jednak trudniej jest się z mikołajem rozstać niż samym dzieciom. 
Dochodzi potem do absurdalnych sytuacji, o których czytam, jak na przykład omijanie części książeczki, w której autor przypadkiem przemyca "całą prawdę" czy wyszukiwanie konkretnych adresów, by dziecko poszło na pocztę i nakleiło znaczek do Finlandii.
Swoją drogą czy skoro mikołaj byłby taki magiczny nie można by tego listu zostawić na stole, tak jak legendarnego mleka i ciastek?

Brak jakiejkolwiek logiki! - i nie tylko w tym, że grubasek nie przeciśnie się przez komin, zwłaszcza gdy go nie ma ani nie wlezie na drugie czy czwarte piętro.
Przede wszystkim wytłumaczcie mi proszę, co jest nie tak z mikołajem, jeśli obdarowuje prezentami tylko te dzieci, których rodziców na nie stać?
Bo jestem pewna, ze nasze dzieci spotkają kiedyś inne dziecko, które niestety nie dostanie nic lub dostanie prezent symboliczny, ze względu na materialną sytuację rodziców?
Rozumiem, że w zgodzie z legendą dziecko to, choćby było największym aniołkiem, jakie chodzi po ziemi, zwyczajnie było niegrzeczne przez cały rok, bo mikołaj o nim zapomniał? A może mit mikołaja jest tylko dla tych z nas, którzy w bożonarodzeniowy ranek nie mogą wejść do pokoju nie przewracając się o stos rozłożonych prezentów?

KŁAMSTWO i ROZCZAROWANIE – każdy z nas chce wychować dziecko prawdomówne. Czy świadome dokładanie wszelkich starań, przez wiele lat życia dziecka, kiedy to darzy rodziców bezgranicznym zaufaniem, by uwierzyło w nasze kłamstwa jest w porządku?

Nie chcę nawet myśleć, jak wielkie rozczarowanie przeżywa malec, który po kilku latach dowiaduje się, że to jednak była ściema. Nie dość, że mikołaja nie ma, to jeszcze ostatnie kilka lat rodzice zwyczajnie kłamali i nikt nie wie dlaczego.

❓No właśnie dlaczego? Dla magii świąt? Dla prezentów? Dla rozwijania wyobraźni i fantazji? Niektórzy twierdzą, że warto dla nadziei, wiary w altruizm, szerzenia hojności. Ale czy naprawdę?

🎄🎄Muszę się Wam przyznać, że kocham święta! Kocham świętowanie w ogóle! 
Dlatego najchętniej obchodziłabym zgodnie z tradycją wszystko co się da - począwszy od Bożego Narodzenia przez Andrzejki, na Tłustym Czwartku kończąc.
W naszym domu nie brakuje więc magii.
Mamy wspólne kolędowanie, wspólne przygotowywania, wspólne ubieranie choinki, któremu zwykle towarzyszą długie rozmyślania o sposobie jej ubrania, wspólne czytanie świątecznych opowieści, mamy nawet czapki mikołaja!
Ale nie wierzymy, że on istnieje i żadnej magii nam to nie zabiera.
Magią jest to powtórzone cztery razy „wspólne”. Żaden mikołaj nie uratuje magii świąt samotnej osobie lub zabieganym rodzicom. A jeśli uważacie go za nieodłączny element świąt – dlaczego nie może być ich częścią jako „postać z bajki”? Tak jak wspominałam wyżej? Ot, nieistniejący, wymyślony, sympatyczny grubasek, który rozgrzewa nasze serca na reklamie niezdrowego napoju...

Hojność? Altruizm? A bez mikołaja nie da się ich okazać?
W moim odczuciu wręcz przeciwnie. Obdarowując się bowiem wzajemnie dajemy coś, nie oczekując nic w zamian.
Inwestujemy własne pieniądze i czas na jakiś upominek, nie tylko dla naszych dzieci, ale i rodziny czy znajomych. Co poświęca wyimaginowany mikołaj? Przecież ma darmową fabrykę elfów, skrzatów czy co tam jeszcze... Prezenty biorą się znikąd, a on nigdy nie wydaje się być zmęczony. W końcu skoro jest w stanie w jedną noc obskoczyć cały świat to chyba daje radę przez resztę roku nieco odpocząć 💪😉
A fantazja? Tę można rozwijać na tysiąc różnych sposobów i jestem jak najbardziej zwolenniczką tego, by zachęcać dzieci do abstrakcyjnych aktywności, bawienia się w „udawanie”, odgrywanie ról. Ale mikołaj nie jest do tego w żaden sposób potrzebny.

Mam nadzieję, że nie oburzyliście się, aż tak bardzo 😉

Nie dajcie się zwariować przed świętami!🎄

A jeśli jeszcze nie macie wszystkich prezentów koniecznie zajrzyjcie do naszego prezentownika oraz listy największych hitów książkowych Hani – w końcu Gwiazdka nie może obyć się bez książek!

I jak zawsze nie zapomnijcie podzielić się postem z przyjaciółmi 👀
👇👇👇👇👇👇👇👇👇👇👇👇👇👇👇👇👇👇

Komentarze