Sesje i harmonogram, czyli to przez co porzuca się metodę Domana


Często dostaję od Was pytania, co zrobić w sytuacji, gdy nie dajecie rady z 9 sesjami matematyki dziennie, czy program można okroić?

Innym razem dostaję wiadomości, że dziecko ma dość kart i wcale nie chce się na nie patrzeć.

Zarówno w wiadomościach do mnie, jak i w wielu miejscach w Internecie czytam komentarze sfrustrowanych rodziców, którzy chcieliby wykorzystać w pełni potencjał swojego dziecka, ale coś idzie nie tak.

Ile sesji należy robić w metodzie Domana?


W postach o tym jak zacząć zabawę metodą Domana opisuję Wam dokładny harmonogram – jest to klasyczna wersja metody Domana, dokładanie taka jak zaleca Glenn Doman w swoich publikacjach. 
Jest to także droga, którą my przeszliśmy (mniej więcej). Jednak jeśli czerpiecie informacje o metodzie „z drugiej ręki” czyli z blogów czy Internetu w ogóle, być może umyka Wam to co w książkach jest podkreślane niezwykle dosadnie i tak często, że nie można tego nie zauważyć.

 Kończ zanim chce tego dziecko!
 Jeśli dziecko nie bawi się dobrze i Ty nie bawisz się dobrze przerwij – coś robisz źle.

Co to oznacza?
Przede wszystkim to, że bez względu na to, który program wybierzesz musisz robić tylko tyle sesji ile jesteś w stanie robić, by wszyscy jej uczestnicy czuli się dobrze i komfortowo.
Jeśli nie jest to dla Was zabawa prawdopodobnie za chwilę stwierdzisz, że metoda Domana to utrapienie, a nawet jeśli zagryziesz zęby i wytrzymasz kolejny miesiąc, Twoje dziecko prawdopodobnie i tak będzie uciekać przed kartami.

Co masz, więc zrobić? Przede wszystkim obserwować swoje dziecko.
👉Jeśli wiesz, że macie trudne wieczory i dziecko jest kosmicznie rozkojarzone, pobudzone, etc. odpuść sobie sesje o tej porze dnia. Jeśli wiesz, że od razu po drzemce lub rano gdy wstaje najchętniej patrzy na karty wykorzystaj ten czas.
👉Podobnie jeśli Twój maluch przy piątej karcie z zestawu wierci się i rozprasza, następnym razem pokaż mu 4.
Glenn Doman zaleca, by pokazywać zawsze jedną kartę mniej niż dziecko chce oglądać – wówczas rozbudzamy jego ciekawość i rządzę wiedzy.
👉Jeśli pracujesz lub masz więcej niż jedno dziecko, lub po prostu z tysiąca innych powodów nie jesteś w stanie przeprowadzić w fajnej, ciepłej, zabawnej atmosferze zalecanej ilości sesji po prostu tego nie rób! To nie ma sensu. Uczymy przez zabawę, pamiętasz?  Jeśli ósma i dziewiąta sesja jest dla Ciebie utrapieniem i wraz z maluchem męczycie się – odpuść.

Kluczem do sukcesu w nauce dzieci tą czy jakąkolwiek inną metodą jest entuzjazm.
Zresztą czy tylko dzieci? Czy nie doświadczyłeś przynajmniej raz w życiu sytuacji, w której pasjonat wprowadził Cię w swój świat, który wcześniej zupełnie Cię nie interesował, tylko dlatego, że porwał Cię swoją ekspresją, radością i przyjemnością, czerpaną z tego czym się zajmuje i o czym mówi?
Pamiętaj, że lepiej zrobić jedną fantastyczną sesję, pełną radości i energii niż sześć absolutnie nudnych, tętniących przemęczeniem.

Nie zachęcam Cię do tego byś robił tylko jedną sesję dziennie. 
Zachęcam Cię do tego byś robił dokładnie tyle ile chcesz, tyle ile sprawia Ci radość – nikt nie będzie Cię z tego rozliczał, z nikim nie musisz się ścigać. Jedna sesja to nadal więcej niż nic.

Sesja czy zabawa?


Jeśli zaczynasz zabawy metodą Domana z niemowlakiem masz ograniczone możliwości aktywizujących zabaw. Dlatego też w tym wieku są to raczej sesje bierne – Ty pokazujesz, dziecko patrzy.
My jednak, tak szybko jak się dało, wprowadzaliśmy dodatkowe elementy, czasem kosztem szybkości pokazywania – patrząc na nasze efekty uważam, że zrobiliśmy dobrze.
Dla przykładu, gdy wprowadzaliśmy części ciała pokazywaliśmy je u Hani – właściwie od samego początku. Później gdy była starsza bawiliśmy się kartami.
Sesje szły swoim torem, a do tego mieliśmy i mamy masę zabaw, jak choćby łączenie ilustracji z podpisem.
Jeśli miałabym wybierać czy sesja jest skuteczniejsza czy raczej dowolna zabawa z wykorzystaniem kart miałabym dylemat. Chyba podzieliłabym swój czas i robiła mniej sesji na korzyść zabaw. Z tym, że zabawy z wykorzystaniem kart naprawdę łatwo jest włączać w codzienność, często nie trzeba się do nich mocno przygotowywać.
👉Postaraj się więc, by oprócz sesji w Waszym domu, były obecne słowa, liczby, problemy matematyczne... By dziecko było otoczone tym co robicie. To jest zdecydowanie najfajniejsza część rozwijania dziecka.


Po co w takim razie sesje i harmonogram?


Najpierw o harmonogramie.

Nam harmonogram – w formie materialnej, czyli tabelka wydrukowana na kartce, na której odznaczamy sesje – był i jest potrzebny, by się nie pogubić.
Nie po to, by gdzieś gonić, ale po to, by wiedzieć, że to już moment wymiany słowa czy bitu.
To także ogromna pomoc, jeśli tak jak u nas rodzice we dwoje są zaangażowani w edukację dziecka. Czasami coś pokaże jeden rodzic, czasami drugi i nie wiedzielibyśmy bez harmonogramu, gdzie właściwie jesteśmy, czy nie zanudzamy Hani kolejny raz tą samą treścią.
No i oczywiście jest to nieoceniony atrybut, gdy ma się więcej niż jedno dziecko, by wiedzieć co z kim mamy teraz robić 😊

A teraz o sesjach


Mimo tego, że rzeczywiście realizowaliśmy program „jak należy” po tych dwóch latach działań zastanawiałam się ostatnio czy sesje w ogóle muszą być obecne, by metoda działała...
Czy program czytania czy liczenia, czy jakikolwiek inny, musi być prowadzony w sposób ściśle zorganizowany?
I doszłam do wniosku, że niekoniecznie. Mimo wszystko uważam, że tak jest znacznie łatwiej i efektywniej.
Gdyby powiedzieć: "możesz pokazać codziennie jakąś kartę dziecku, przeczytać ją i jeśli pokażesz ją wystarczającą ilość razy w ciągu jakiegoś czasu to zapamięta globalnie wyraz (czy liczbę, czy cokolwiek), to ilu z Was robiłoby to często i konsekwentnie?" Co innego jeśli mamy jasne dane, na przykład 3 sesje po 5 wyrazów. Wiemy do czego dążyć. Co i kiedy robić. To wszystko nie staje się incydentalne, po prostu zaczyna być nieodłączną częścią każdego dnia.
👉Ale mamy dążyć, a nie zmuszać się.
Nie zapętlajcie się zbyt mocno, nie trzymajcie się kurczowo tych ilości sesji, stwierdzając, że albo będzie 5 czy 9 albo wcale.
Każda dodatkowa sesja, każda kolejna zabawa sprawia, że Wasz maluch jest mały krok do przodu.

Sesje jako takie, w takiej zorganizowanej formie mają jeszcze jedną wartość. 
Szczególnie zauważalne jest to przy pokazywaniu ilustracji, czyli bitów inteligencji – choć tak naprawdę, każdy z programów metody Domana bazuje właśnie na tym.


Szybkie pokazywanie kart  pobudza i rozwija pamięć.
Benedict Carey w swoich propozycjach sposobów nauki (dla osób dorosłych) pisze o nauce percepcyjnej, której działanie jest analogiczne do „klatkowania”, szybkiego pokazywania bitów czy kart z wyrazami lub liczbami.

👉Ale znów – jeśli nie macie czasu, by wykonać tak wiele kart z ilustracjami, pokażcie mniej bitów. Nie musicie mieć 10 kategorii bitów inteligencji. Możecie pokazać 3 albo 4 . Albo tyle ile chcecie... Pilnujcie tylko „świeżości materiału” by nigdy do Waszych zabaw i sesji nie wdała się nuda.

❕❗I przede wszystkim czerpcie radość z czasu spędzanego z własnymi dziećmi. Nie oczekujcie od nich osiągnięć i efektów, cieszcie się samym procesem...
Czasem pytacie ile potrwa realizacja programu matematyki, czy czytania – to nie ma znaczenia. Możecie go realizować kilka miesięcy, rok lub dwa. Cieszcie się każdą chwilą i wymyślajcie kolejne ciekawe zabawy, wspierające naukę czytania, liczenia, czy przyswajanie wiedzy w ogóle.


Swoimi pomysłami możecie podzielić się w grupie na Facebooku, przypisanej do tego bloga. Tam naturalnie będę także dzieliła się moimi sugestiami i odpowiadała na Wasze pytania – Zapraszam!

Może zainteresuje Cię także post „Emocje w nauce, czyli jak efektywnie uczyć dzieci i nie tylko”, znów mówiący o tym, dlaczego warto cieszyć się wspólną nauką 😍

A jeśli post okazał się dla Ciebie pomocny, koniecznie podziel się nim ze znajomymi.
👇👇👇👇👇👇👇👇👇👇👇👇

Komentarze