„Król Jaskrawe Gatki” Andy Riley - recenzja



Pamiętacie poprzednią recenzję Małej złej książki? Pisałam Wam, że mimo wszystko oceniam książkę po okładce.

Niestety, nie lubię pstrokatych, komiksowych rysunków - a szkoda... 
Przeszłabym obojętnie obok świetnej pozycji dla dzieci, która na szczęście z polecenia trafiła w moje ręce. I bardzo dobrze! 

Dzięki temu dziś mogę Wam zaprezentować przeszło 200 stron fenomenalnej zabawy w niepowtarzalnym stylu


Jeśli Twoje dziecko kocha czytać – pokocha jeszcze bardziej.

Jeśli nie możesz oderwać go od TV i tabletu? Koniecznie podaruj mu Króla! Ta książka powinna wszystko zmienić 😉
A na końcu Konkurs!



Czego oczekuję od książki dla dzieci ?


Nie tylko dobrej zabawy! Oczywiście, nie może nas zanudzić, ale dla mnie książka dla malucha, ma także przemycić wartościową treść. Lubię banalną walkę dobra ze złem i ponadczasowe prawdy zawarte gdzieś mimochodem. No właśnie! Kiedy biją sloganami po oczach to też się przyczepię... I jak tu mi dogodzić?
Król jaskrawe gatki” sprostał wszelkim oczekiwaniom.

Przede wszystkim od pierwszych stron, styl autora nie pozwala uspokoić się kącikom ust. Nie wiem jak to działa, ale nawet kiedy nie ma w zdaniu żadnego żartu, tę książkę czyta się z uśmiechem na twarzy!

Król Jaskrawe Gatki to 9-letni król Edwin. Jest królem nietypowym – takim jakiego chciałoby mieć każdego dziecko – ba! Takim, jakim chciałoby być każde dziecko... Ma królestwo i fajną koronę, nie byle jaką, taką z trzema innymi koronami. I do tego pomocnicę, która zajmuje się sprawami dorosłych... I tonę czekolady... I wielką, przeogromną świnkę skarbonkę..., która w pewnym momencie.... okazuje się być pusta. No właśnie, tutaj zaczynają się wszystkie problemy – króla i królestwa. To także początek śmiesznych przygód króla, które z przymrużeniem oka pokazują naprawdę ważne sprawy.

Czego nauczy nas król Edwin?


Przede wszystkim już na samym wstępie dostajemy małą lekcję zarządzania i przedsiębiorczości. Minister Julia wyłoży podstawowe prawa ekonomii... przy których Edwin oczywiście odpłynie gdzieś w marzenia, ale może Wasze dziecko zapisze w głowie to jedno zdanie 👀


Do tego – zupełnie nieoczekiwanie spada na nas bardzo głęboki komunikat, w bardzo przystępnej i lekkiej formie - jak wszystko w tej książce. W międzyczasie dowiadujemy się bowiem, że Edwin bardzo kocha swój lud, dlatego obdarowuje go tonami czekolady i łakoci. 
To właśnie powód problemów królestwa – wszystkie pieniądze zostały wydane. I co teraz? Jak okazać poddanym miłość? Okazuje się, że miłość można okazywać niematerialnie!



„Edwin zauważył, iż dorosłym zawsze ten pomysł bardzo się podoba.” 
Wprawdzie nie do końca w to uwierzył, ale w końcu jest małym chłopcem. A my naprawdę lubimy takie upominki, czyż nie? Pamiętajcie przypomnieć o tym Waszym małym czytelnikom 


Prawdopodobnie mały czytelnik nie zauważy tego wprost, jako jakieś głębokiej sentencji (to tylko kolejny plus), ale bardzo dobitnie jest tu pokazane i ośmieszone zjawisko owczego pędu, ogłupiania mas – kiedy to jednostka idąca pod prąd jest absolutnie odsuwana i zagłuszana.

Mała dziewczynka, która próbuje przekonać wieśniaków, że nie mają do czynienia z żadnym potworem, a zwykłą przebraną krową mam nadzieję, że stanie się inspiracją dla najmłodszych czytelników, by mieć odwagę i siłę, by mimo wszystko mieć swoje zdanie i trzymać się swoich poglądów. Nieważne, jak wielka grupa jest po przeciwnej stronie barykady nie oznacza wcale, że ma ona słuszność.

Po prostu zabawa!


Kończąc już filozoficzną analizę tej lekkiej i naprawdę przyjemnej książeczki przejdźmy znów do zabawy. 
Wydawca (Wydawnictwo Literackie) przewiduje tę pozycję dla czytelnika 7+, zaznacza jednak, że i młodsze maluchy pokochają „Króla Jaskrawe Gatki”. Nie mam ku temu żadnych wątpliwości.

Co więcej! Jako duży starszak, naprawdę świetnie się bawiłam połykając kolejne strony, zastanawiając się jak potoczy się ostateczne starcie Króla Edwina z Podłym Imperatorem.

Nie tylko ze względu na fakt, że „Król...” prezentuje sporo tekstu, ale właśnie przez tę grę słów, ironię i wszechobecną farsę fantastycznie, jeśli dziecko będzie mogło przeżyć tę przygodę samodzielnie – a więc gdy potrafi czytać samodzielnie. 
Tym bardziej cieszę się z naszych działań z metodą Domana, bo szczerze nie mogę doczekać się momentu, gdy Hania sama będzie mogła doświadczyć tych wszystkich świetnych chwil z tego typu literaturą.

Oczywiście nie można napisać recenzji „Króla...” zapominając o ilustracjach. Wewnątrz znajdujemy bardzo ciekawe, zabawne i niewymuszone szkice, ryciny, które znów... nie pozwalają się nie zaśmiać.
Kolejny smaczek to podpisy pod ilustracjami i nazwy będące często rozbrajającymi łamańcami językowymi – tutaj ukłony należą się już pewnie tłumaczce – Marii Jaszczurowskiej.


Podsumowując,
nie pozostaje mi nic innego, jak napisać: „Naprawdę gorąco polecam!”

Książkę możesz wygrać w konkursie na naszym Fanpage'u - koniecznie zajrzyj tutaj




Komentarze