Nasza pierwsza seria OnoMaTo! Wszyscy je kochamy :)

Hania ma tyle książek, że ciągle brakuje na nie miejsca, do tego ciągle czyta wszystkie, więc książki są u nas wszędzie. Na łóżku, na krzesełku do karmienia, na podłodze. Wszędzie gdzie to możliwe. 
Seria, o której napiszę Wam w tym poście, jest serią szczególną. Jak to zwykle bywa... trafiła w moje ręce przypadkiem i tak zaczęła się nasza miłość :) 


Historia z tą serią jest przypadkowa o tyle, że pierwsza i najukochańsza książeczka Hani, wpadła mi w ręce na jakieś marketowej wyprzedaży. Znalazłam ją w jednym z tych koszy, w którym zwykle jest pełno książkowego badziewia, którego nikt już nie chce kupić. Ale jednak perełka się trafiła. I tak zaczęła się nasza onomatopeiczna przygoda. 

Pierwszą książeczką były "domowe przedmioty". Na początku, Hania miała wówczas jakieś 2 miesiące, oczywiście bawiły ją dźwięki, jakie wydawaliśmy pokazując obrazki. Teraz sama wertuje strony i wydaje coraz więcej dźwięków - coraz bardziej "czystych" i klarownych.
 Dźwięki te towarzyszą nam również poza książkami - Hania chętnie pokazuje na mój zegarek i robi "tik tak", podobnie z suwakiem czy nożyczkami :) 
Dobrodziejstw uczenia dzieci wyrazów dźwiękonaśladowczych jest mnóstwo. Można by napisać o tym osobny artykuł, a pewnie nawet i książkę, a to miały być krótkie posty, przedstawiające nasze książeczki. 
Nadmienię więc tylko, że onomatopeje wpływają fantastycznie na naukę artykulacji trudnych dźwięków, naukę języków obcych czy analizę i rozróżnianie dźwięków mowy, czyli słuch fonemowy. Tych zalet jest naprawdę multum - na szczęście większość rodziców intuicyjnie wykorzystuje dźwięki w zabawach. 


Jeśli czytaliście ten post, wiecie jakie książki lubię - choć Hania lubi także te, których ja nie lubię ;) - i seria OnoMaTo wpisuje się w moje wymagania w 100 % . Proste napisy, proste obrazki, duża czcionka, gruba i wyraźna - nie wiem czy można chcieć więcej ;) 

Ale to co najbardziej fantastyczne w tych książeczkach, to to, że aktywizują rodziców do wspaniałej zabawy z dzieckiem. Nie można się już wymigać, że nasze dziecko nie chce słuchać wierszyka albo że nie interesują go książki. Nie trudno też nie uśmiechnąć się czytając i bawiąc się przy takiej książeczce. 
Nie spotkałam dziecka, które nie byłoby zachwycone wygłupami z rodzicami ;) A z naszych dźwięków wychodziły i wychodzą do dziś różne śmiechotki . 

Na pewno już to odczułeś - naprawdę lubię tę serię. Daje nam ona mnóstwo radości i okazji do zabawy całą rodziną. Co więcej dzięki właśnie niej Hania zna całą masę dźwięków, które ku zachwytowi wszystkich gości prezentowała na swoich pierwszych urodzinach. 
I choć te urocze książeczki są z nami już ponad rok to cały czas widzę je w jej rączkach. Nie ma dnia by nie zostały mi podsunięte, bym tysięczny raz zaprezentowała jak gra trąbka lub robi wiertarka.


Oczywiście są pewne, nazwałabym to "wtopy", jak harfa, która gra "plum" czy skrzypce, które grają "dylu dylu", jednak przy takiej ilości frajdy, jaką gwarantuje nam OnoMaTo nawet nie mogę się szczególnie do nich przyczepić :) 


Jeśli, więc szukasz fajnego prezentu na święta, czy to dla swojego dziecka czy dla dziecka przyjaciół to naprawdę rewelacyjny pomysł! 
Jeden minusik jest taki, że wówczas gdy próbowałam kupić całą serię nigdzie nie mogłam jej dostać w "jednym kawałku". Toteż zamawiałam po jednej czy dwóch książkach w różnych księgarniach, aż zebrałam cały komplet - nie wiem jak jest z dostępnością teraz, ale na pewno warto włożyć trochę wysiłku, by wejść w posiadanie tej genialnej mini kolekcji :) 

A jeśli chcesz poszerzyć biblioteczkę swojego dziecka o inne ciekawe pozycje, koniecznie zobacz krótkie wierszyki Agnieszki Frączek (całokartonowe) oraz muzyczne książeczki z najpopularniejszymi utworami słynnych kompozytorów i inne książki dla dzieci

Koniecznie podziel się postem z przyjaciółmi. 
👇👇👇👇👇👇👇👇👇👇👇👇

Komentarze