niedziela, 12 sierpnia 2018

Sztokholm - znam to miasto, Zakamarki, Judith Drews - recenzja

Sztokholm - znam to miasto, Zakamarki, Judith Drews - recenzja

Jak już wiecie, wspominam o tym bowiem przy wielu okazjach – „szukanie” jest Hani ulubioną zabawą.
To jej ulubiona aktywność w przypadku zabaw w czytanie globalne czy przy bitach inteligencji. To także ukochana aktywność przy zabawie książeczkami – wyszukiwanie odpowiedniego tytułu  czy wyszukiwanie szczegółów. Dlatego "Sztokholm – znam to miasto", wydawało się dla nas wyborem idealnym.
Z tego co głosi opis książki można bowiem wyszukiwać sztokholmskie szczegóły, podążać za postaciami, a przy okazji poznać stolicę Szwecji.

Jak sprawdził się w naszych rękach ten tytuł? Zobaczcie sami!


Sztokholm - znam to miasto, Zakamarki, Judith Drews - recenzja 



Sztokholm - znam to miasto, Zakamarki📚Przede wszystkim od razu rzucił mi się w oczy chaos.
Ilość ilustracji, kolorów i bodźców mnie poraziła. Nie sprzyjają również skupieniu uwagi na czymkolwiek podłogi w kropki czy plamki. Można by rzec, że właśnie o to chodzi - by odwracać uwagę, by szukanie konkretnych szczegółów było utrudnione.
Jeśli taki był zamiar to zdecydowanie cel został osiągnięty – dla mnie patrzenie na poszczególne strony jest zwyczajnie męczące.
📚Co gorsza szczegóły do wyszukiwania także są bardzo specyficzne. I to nie w rozumieniu – charakterystyczne. Trudno powiedzieć nawet czego konkretnie można tu szukać.
Oczywiście na początku mamy sugestie: „Gdzie występuje Farin?” czy „Pomóż Ulli znaleźć łosia”, ale to właściwie wszystko.
Możemy szukać wesołego trolla czy trollicy, ale w moim odczuciu to zupełnie niezrozumiałe hasła i rysunki dla dziecka – ba! Dla mnie również.

📚Co najgorsze, najbardziej oczekiwałam, że za sprawą zabawy w wyszukiwanie szczegółów, będziemy mieli okazję całą rodziną poznać miasto, w którym nigdy nie byliśmy.
Być może dla kogoś kto w Sztokholmie był i dobrze go zna ilustracje w książce są jasne albo przynajmniej coś mu mówią.
fontanna na sergels torgs sztokholm

📚Dla nas to niestety tylko przypadkowe kreski, prezentujące przypadkowo naszkicowane budynki, i to – z przykrością muszę stwierdzić – przez niezbyt wybitnego artystę. Ta synteza formy jak sądzę, była zamierzona, niestety do mnie zupełnie nie trafia.

📚Chciałabym otworzyć bowiem taką książkę i nie mieć wątpliwości, że po zabawie z nią będziemy wiedzieć jak wyglądają najważniejsze miejsca w Sztokholmie. Niestety bez pomocy Internetu nie miałam pojęcia co przedstawiają poszczególne plansze. Co więcej, z pewnością po zapoznaniu się z nimi, nie rozpoznałabym później budynków i miejsc tu przedstawionych na zdjęciach czy w rzeczywistości.
pomnik gustawa iii sztokholm

📚Zamek królewski, gdyby nie para królewska na rysunku, w ogóle nie byłby przeze mnie odebrany jako ten właśnie budynek. Na Starym Mieście znalazłam jedną kamienicę, która rzeczywiście mogłaby zapisać się w mojej pamięci pozwalając na jako takie skojarzenie jej z rzeczywistym budynkiem.
zamek krolewski sztokholm zakamarki

📚Najłatwiejszym do rozpoznania jest hotel Rival, ale tylko dlatego, że jest podpisany i wiszą na nim flagi, a i tak, nie miałam pojęcia, że to hotel.

hotel rival sztokholm

📚Podobnie ze sztokholmskim Skansenem – gdyby nie podpis, nigdy nie wpadłabym, że chodzi o to miejsce – nie mając pojęcia o jego istnieniu – zupełnie nie znam Szwecji – nie zorientowałam się także, że może chodzić o ogród zoologiczny. Gdy już sprawdziłam tę informację, rzeczywiście zauważam na planszy sporo ilustracji zwierząt, jedna tak nierzeczywistych i bezkształtnych, że wciąż nie widzę tu zoo ani skansenu.

skansen sztokholm znam to miasto

📚Żadna z powyższych ilustracji nie stanie się w moim odczuciu symbolem Sztokholmu dla dziecka.
📖Być może jakiś starszy malec będzie chciał prześledzić historię różnych bohaterów na poszczególnych stronach, bez skupiania się na tym kim jest Jan, Erik i Patryk czy dokąd aniołki znoszą herb Wazów, który ów herbu nie przypomina.
W tym kontekście byłaby to kolejna pozycja z cyklu, nielubianych przeze mnie „Rok w...” czy „Ulicy Czereśniowej”, wciąż jednak z bardziej zagmatwanymi i niczego niewnoszącymi ilustracjami.

📚Miałam spore oczekiwania co do tej pozycji i niestety, nie zostały one spełnione – ani pod względem merytorycznym: nie dowiedziałabym się o Sztokholmie niczego, gdyby nie mój research w Google, ani pod względem ilustracyjnym – przyjemność z szukania na planszach marna.

Znów jestem otwarta na Wasze komentarze i spostrzeżenia. Być może u Was z jakiegoś powodu „Znam to miasto” - jest dostępny bowiem również Paryż – sprawdził się lepiej ?

Jak zawsze będzie mi miło, gdy podzielisz się recenzją ze znajomymi, by i oni mogli wyrazić swoją opinię 👀
👇👇👇👇👇👇👇👇👇👇👇👇👇👇👇👇👇👇👇👇👇👇



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz