czwartek, 26 października 2017

Nasze edukacyjne zabawki - Post wprowadzający: jaka powinna być zabawka?

Ten post staje się pierwszym w nowej kategorii - zabawek i książeczek, które również pomogą Wam rozwijać dziecko. Wydaje mi się to o tyle ważne, że wszystkie metody, które stosujemy - czy to związane z nauką czytania, liczenia, czy też wiedzą encyklopedyczną - nie zajmują całego dnia, nie zajmują nawet jego połowy. 

Ja osobiście największą wagę przywiązuje właśnie do zabawy i rozwijania córki, toteż resztę dnia także próbuję jak najlepiej wykorzystać. Nie chcę otaczać się byle czym, dlatego kupujemy wyłącznie zabawki mające potencjał. Czasem wydaje mi się, że mamy już wszystko co spełnia moje wymagania i brakuje mi dalszych pomysłów - wkrótce się pojawiają lub gdzieś coś mnie zainspiruje. Ta kategoria powstała właśnie by służyć Wam w takich chwilach. Często bardzo proste rzeczy mogą się bowiem okazać fajną zabawką. 


Wpisy w tym miejscu będą zwykle krótkie - te o książeczkach, zwłaszcza jeśli będę opisywać całe serie może nieco dłuższe - będą miały zdjęcia i często propozycje zabaw. 

Potraktujcie te posty jako inspirację i lekką odskocznię od pozostałej, pełnej konkretnej wiedzy, części bloga. Oczywiście dzielcie się także swoimi spostrzeżeniami - co wszystkim nam z pewnością pomoże - nigdy nie wiadomo co zainspiruje akurat innych czytelników. 

A teraz do rzeczy. 

Jaka powinna być zabawka?


1. Ciekawa - pisałam, że dziecko potrzebuje "materiału do badań". Ciekawa - choć to enigmatyczne określenie - mówi wystarczająco. Dziecko nie ma się nudzić po 2 sekundach - oczywiście może być tak, że zakupicie lub stworzycie fantastyczną zabawkę, a dziecku się ona nie spodoba, jak moje magiczne pudełko, o którym wkrótce Wam napiszę i to też jest OK. Wy też nie oglądacie każdego filmu ani nie czytacie każdej książki, tylko dlatego, że innym wydaje się być super. 
Żeby uzysłowić Wam co mam na myśli podam przykład butelki z makaronem. Pewnie już nie jedną masz w domu, bo to bardzo stary i popularny pomysł - ale jest genialny! Zabawka hałasuje, jest nie do zniszczenia, ciągle wydaje nowe dźwięki - inne jak się turla, inne jak się gniecie, można ją potraktować jak grzechotkę, a nawet można bez krzyków rodziców sobie ją podgryzać. To jest właśnie ciekawa zabawka.
2. Prosta w formie - naprawdę nie cierpię tych wszystkich gadżetów przestymulowujących dzieci. Może niektórzy z Was się pogniewają i nie będą czytać dalej, ale moje dziecko nie ma ani jednej grającej i gadającej zabawki.  Nie mówię o piszczałkach, które dziecko musi nacisnąć - mówię o tych wszystkich gadających pieskach, kotkach, krówkach, uczniaczkach itp itd. Cenię prostotę, która zobowiązuje rodzica do spędzania z dzieckiem czasu i nie wysługiwania się stoliczkami i laleczkami, które nauczą dziecko alfabetu. Słyszałam już też o kilku przypadkach przestymulowanych w ten sposób dzieci - grający telewizor, radio, komputer, tablet do tego tona zabawek, z których każda gra i gada. Może nawet stworzę osobny artykuł dlaczego to nie ma na dłuższą metę dobrego wpływu na dziecko. 
Tak więc prostota! Jeśli bębenek to taki, który uderzamy i jest bębenkiem, a nie zagra 3 różne melodie pod rząd. Oczywiście takie zabawki prawdopodobnie spodobają się dziecku - tak samo jak podoba się telewizor czy tablet - nie oznacza to, że jest to dla niego dobre.
3. Rozwijająca - tutaj już oczywista oczywistość skoro w ogóle znalazłeś się na moim blogu. Zabawka ma czegoś uczyć - często nawet nie zdajemy sobie sprawy, że dziecko jest za pomocą jakiegoś przedmiotu czy czynności rozwijane, a jednak. Pamiętaj, że rozwijamy nie tylko te "naukowe" części, jak liczenie i czytanie czy nawet pamięć. 
Mamy do rozwinięcia także zmysł dotyku (!), a zatem także sprawność manualną, zmysł słuchu, smaku i węchu. O wzroku każdy pamięta, z pozostałymi bywa różnie, w zależności od świadomości rodzica. 
** Czytelna - tutaj taki punkcik z gwiazdką, dotyczy bardziej książek niż zabawek i nie raz będę jeszcze o tym wspominać omawiając właśnie książeczki. Skup się na tym, by nie dawać dziecku przerostu formy nad treścią. W książeczkach widzimy to w postaci masy niejasnych, naćkanych obrazków, z których dziecko niewiele zrozumie i niewiele może wyciągnąć, bo nawet nam dorosłym trudno rozpoznać, gdzie kończy się jedna postać, a gdzie zaczyna druga - pokaże Wam przykłady takich książeczek - przy minimalnej ilości tekstu, który nie jest nawet składniowo wybitny nie mówiąc o merytorycznej części.

Ja akurat wyznaję zasadę, której nie spotkałam wśród innych rodziców, których znam. Otóż staram się otaczać Hanię zabawkami nieco "zawyżonymi". Chcę żeby mogła obcować z kredkami, farbami czy puzzlami, jeszcze zanim osiągnie wiek, w którym robi się to standardowo. Oczywiście jest to tylko forma zabawy i stymulacji, nikt nie oczekuje, że roczne dziecko będzie zgrabnie rysowało kredkami, ale uważam, że jeśli regularnie się z nimi zaznajamia, szybciej osiągnie biegłość w danej czynności - będzie ona bardziej naturalna.

Co więcej nie chcę przeoczyć momentu, w którym Hania byłaby gotowa na jakąś rzecz, a ja nie zauważam tego tylko z tego powodu, że jeszcze w jej otoczeniu ta rzecz, zabawka, pomoc naukowa, zwyczajnie się nie pojawiła i nie miała okazji się z nią zetknąć.

Wymaga to oczywiście obserwacji dziecka - jeśli zupełnie nie jest w stanie złapać kredki lub innej zabawki, na którą się decydujemy, odkładamy ją na kilka dni czy tydzień i próbujemy znów. Na przestrzeni nawet 1 tygodnia sposób zabawy daną rzeczą diametralnie się zmienia - u nas najwyraźniej było widać to przy kredkach, farbach oraz zabawach sensorycznych makaronem, mąką czy grochem - o czym też będę jeszcze wspominać. 

Pamiętaj także, że dziecko nie musi mieć tony zabawek. Ważniejsza jest jakość nie ilość oraz CZAS, który z nim spędzasz! 

Nie ma nic lepszego i bardziej rozwijającego niż wartościowo spędzony czas dziecka z rodzicem. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz