wtorek, 3 lipca 2018

„Faro ze słonecznej zatoki” Weronika Kurosz – recenzja



Pisałam Wam już, że przywiązuję ogromną wagę do tego, by książki dla dzieci niosły pewną wartość
Niestety wiele pozycji, z którymi mam kontakt pozostawia w tej kwestii mniejszy lub większy niedosyt.
Na pewno nie mogę tego powiedzieć o pozycji „Faro ze słonecznej zatoki” Wydawnictwa Alegoria. 

I choć w swoich recenzjach nie poświęcam zwykle większej uwagi wydawnictwu, tym razem będzie inaczej. 

„Faro ze słonecznej zatoki” to bowiem nie wyjątek – to początek serii recenzji książek niezwykłych.

Pozycja dedykowana dla dzieci w wieku 5-7 lat, choć znów nie trzymałabym się tego przedziału zbyt kurczowo. 



Są książki, które bawią, są książki, które uczą. Najlepiej by robiły to jednocześnie. 

Zwłaszcza jeśli czytelnikiem jest dziecko. Z pewnością nie będzie ono słuchało wykładów o moralności i naturze człowieka. Nie jest więc łatwo stworzyć dzieła krótkiego, przystępnego dla malucha, bogatego w ciekawe postaci, najlepiej takie, które od razu pokocha, a które opowiedzą mu w lekki sposób jakie postawy należy promować, ukształtują jego charakter. 
Jestem więc pewna, że nie jest przypadkiem, że wydawnictwo odpowiedzialne za wydanie „Faro” nosi nazwę Alegoria.
Nie ma bowiem lepszego sposobu opowiedzenia głębokich prawd dziecku niż "alegoria".

Dlaczego tak rozpływam się nad wydawnictwem? 
Ponieważ jak wspomniałam na wstępie, „Faro” to nie przypadek. Niebawem, zaprezentuję Wam kolejne tytuły tego wydawnictwa i przekonacie się, że to spójna kompozycja książek wyłącznie „z treścią”.
Każdy tytuł, na każdej stronie, w bardzo, ale to bardzo przystępny sposób omawia niezwykle poważne i głębokie treści, dokładnie tak jak lubię – bez pompatycznego nadęcia, bez wielkich słów i krzyczących, umoralniających sloganów.

Faro ze słonecznej zatoki – bohaterowie


Trudno pominąć ten temat. Nie znam bowiem zbyt wielu książek o flamingach. Już sam ten pomysł wzbudza uśmiech na mojej twarzy. Sama okładka pozwala poczuć morską bryzę i przypomnieć ostatnie udane wakacje. Ale nie to jest najważniejsze – Faro to mały flaming, którego otaczają, co oczywiste, inne flamingi. 
Flamingi o wyrazistych, skrojonych perfekcyjnie charakterach. Każdy uosabia inną ludzką przywarę, a czasem tylko wyrazistą cechę. W końcu każdy zna pesymistę, który zawsze przeczuwa najgorsze i jakiegoś starszego pana, który, jakbyśmy się nie starali, pozostanie największym gburem w okolicy.

Faro ze słonecznej zatoki – treść


Ale o czym właściwie jest książka? Oczywiście o stadzie flamingów! Przez 5 niedługich rozdziałów tytułowy Faro chce odkryć tajemnicę, którą niejeden z nas także chciał poznać. Dlaczego jest inny... Tym razem jednak nie on sam, a jego krewny – dlaczego Tino jest biały, skoro wszystkie inne flamingi cechują się pięknym upierzeniem w odcieniach czerwieni i różu? Mały Faro, z dziecięcym uporem nie ustępuje.

Przez kolejne rozdziały próbuje dowiedzieć się tego na różne sposoby, napotykając ciekawe sytuacje, specyficzne osobowości, a także niebezpieczeństwa.
Czy w końcu dowiedział się dlaczego Tino jest inny? Zdradzę Wam tylko, co pewnie przewidujecie po tak głębokim wstępie, że  Wasze dzieci z pewnością dowiedzą się, że bycie innym ma swoje plusy.

Faro ze słonecznej zatoki – ilustracje



Z pewnością zauważyliście już, że co do ilustracji też nie pozostaję bezkrytyczna i dość wielu stylów się „czepiam”. Tutaj ilustracje są tylko kolejnym plusem publikacji, za co odpowiedzialna jest Aleksandra Jamrożkiewicz. Są żywe, kolorowe, ale jednocześnie estetyczne i bez przesytu. 
Co istotne przyciągają uwagę dziecka i z pewnością wywołują uśmiech. Pewnie dzięki nim oraz bardzo dynamicznemu, wartkiemu stylowi autorki, Hania mimo swojego wieku jest w stanie skupić się i wysłuchać około 2 rozdziałów przy jednym posiedzeniu.  


Czego nauczy nas „Faro ze słonecznej zatoki”?


Uwielbiam móc napisać taki tytuł akapitu! Uwielbiam wymieniać pointy, które tak przystępnie zostały wrzucone między zabawne historyjki, a tu jest ich masa
Jestem przekonana, że po przeczytaniu tej pozycji ze swoimi dziećmi, dopisalibyście tu kolejne pointy, morały i myśli, jakie nasunęły Wam się po tej lekturze. Właśnie tak definiuję naprawdę dobrą książkę!
Czego dowie się więc czytelnik? Wiedzcie, że w moim zestawieniu będzie to baaardzo pompatyczne, absolutnie inaczej niż w historii o flamingach – chcąc przedstawić Wam jak wiele wartości niesie ta książka muszę uciec się do takiego skrótu:
- Przede wszystkim, że bycie innym, nie musi być złe, może być nawet przydatne! Inny to wyjątkowy.
- Co to jest więź i jaka w niej siła.
- Jak fatalne w skutkach mogą okazać się egoizm i dbanie tylko o swój „czubek dzioba”.
- 50 flamingów waży więcej niż 1, czyli jaką moc ma wspólne działanie.
- Dramatyczne wydarzenia lub coś zwyczajnie na pierwszy rzut oka złego, może stać się początkiem zbawiennych konsekwencji.

Na koniec nie mogę nie skupić się również na wtrąceniach realistycznych danych
Jeśli śledzicie naszego bloga (jeśli nie, zachęcam do rozpoczęcia) wiecie, że metoda Domana, od samego początku zakłada otaczanie dziecka faktami. Pisałam Wam już nawet jak łatwo możemy zastąpić papkę bzdur merytorycznymi danymi, nie tracąc na czasie. („Możemy powiedzieć dziecku na spacerze „idzie hau hau” lub „idzie owczarek niemiecki”). 
„Faro...” pokazuje, że w książce dla dzieci także jest to możliwe, bez uszczerbku dla zabawy i uroku treści. I tak mamy tu wiele ciekawych wtrąceń na temat życia flamingów, które są prawdziwymi informacjami. 
Między innymi dziecko dowie się, że flamingi rodzą się szare lub że śpią na jednej nodze, by nie tracić ciepła. A na ostatniej stronie otrzymamy zwieńczenie tej fantastycznej przygody w postaci prawdziwej fotografii stada flamingów i krótkiej notki z faktami o nich.

Podsumowując jest to jedna z najbardziej wartościowych książek dla dzieci jakie miałam w swoich rękach, jeśli nie najbardziej. 
Z krystalicznie czystym sumieniem niezwykle mocno polecam!




Jeśli alegoryczna historia flamingów Cię zainteresowała, podziel się nią proszę ze znajomymi.

👇👇👇👇👇👇👇👇👇👇👇👇👇👇👇👇👇👇👇




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz